Stanisław Piętak

Biografia

Stanisław Piętak urodził się 3 sierpnia 1909 roku we wsi Wielowieś w powiecie tarnobrzeskim. Był najmłodszym z rodzeństwa, jego siostra Maria urodziła się w 1904 roku, a brat Franciszek w 1907 roku. Ojciec Piętaka – Karol dwukrotnie wyjeżdżał do Ameryki po zarobek. W czasie drugiego wyjazdu ojca wybuchła pierwsza wojna światowa. Te lata głodu, niepewności naznaczyły S. Piętaka na całe życie. Przyszły poeta w dzieciństwie ciężko choruje co także ma wpływ na jego późniejszą twórczość. Poezja jego jest wynikiem szoku kulturowego jaki przeżywa młody chłop wychowany w tradycyjnej kulturze wiejskiej z zasadami poezji awangardowej Peipera i Przybosia. Rezultatem tego szoku są wiersze z pierwszego tomiku poetyckiego S. Piętaka „Alfabet oczu”. Krytycy podkreślali hiper-metaforyczność tych wierszy, zapominając często że wyrażają one niepokoje poety wychowanego właśnie w tradycyjnej chłopskiej gromadzie w której rządziły surowe zasady katolicyzmu. Poeta o tym kulturowym podłożu swoich wierszy mówi wprost w opowiadaniu pt. „Grzech” opublikowanym w „Portretach i zapiskach”,

~~
Grzech

„W tym czasie nie układałem jeszcze wierszy, ani nie rozmyślałem o nich, a przecież wzruszenia, które przeżywałem, rwące, niespokojne, prawie zadające ból, jakże były podobne do tych, jakie ogarniają serce przed pisaniem, przed ważnym pisaniem.

Była zima i to ciężka, śniegi padały po całych dniach, usypując zaspy sięgające wysokości płotów, mrozy słabły czasem, lecz wracały z tym większą siłą, rysując na szybach swoje fantastyczne, zmieniające się linie, rośliny, drzewa, postaci. Owego wieczoru nie widziałem jednak tego, bo było za późno, grzałem się przy piecu, oczy kleiły mi się od nadchodzącego snu. Sam też nie wiem, dlaczego podjąłem książkę leżącą na ławce – czy mi ją Matka dała, bym przeczytał jakiś psalm, czy siostra mi ja podsunęła, ciekawa, rozjątrzona, jak ja zareaguję na ten parny, odbierający oddech tekst? Układał się nieoczekiwanie w fabułę w jakąś opowieść z akcją i mrocznym zakończeniem.

Wziąłem modlitewnik – tak to był modlitewnik Matki, do dziś go pamiętam, był w płóciennej, czarnej oprawie, grzbiet kartek miał lekko czerwony – lecz ledwie przeczytałem kilka zdań tekstu, ogarnął mnie strach. Może zresztą to nie był strach, ale ciekawość sprawiająca równocześnie rozkosz i ból, nienasycenie uczuć, których nie można zaspokoić. Co było w tekście? Na pozór nic ważnego, jakiś pisarz-ksiądz radził po prostu, by po spowiedzi wieczornej przed przyjęciem komunii chronić się w kontemplację, w samotność i strzec, wszystkimi siłami przed pokusą, bo ona może przynieść katastrofę, potępienie wieczne. Obrazował przy tym swoje wywody, podając przykłady z życia. Tak, ale właśnie tu zaczynało się piekło niedomówienia, piekło aluzji. Kaznodzieja wprawdzie niczego nie analizował, niczego nie przedstawiał, wystarczyło przecież, gdy pisał, że dwoje młodych, takich a takich – tu wymieniał ich nazwiska –nie zapanowało po spowiedzi nad sobą, lecz uległo namiętnościom i zgrzeszyło, by przed moimi oczyma otwierała się przestrzeń – widziałem ścieżkę w świetle, w zieleni i młodych ludzi obejmujących się, szczęśliwych, garnących się do siebie w zapamiętaniu. Dalsze zdania były jednak jak grom. Pisarz lakonicznie informował, że nazajutrz tych dwoje młodych znaleziono martwych. Podobnych przykładów mogło być trzy, może cztery, wszystkie kończyły się jednakowo, gwałtowna śmiercią kochanków. Przedtem wszakże istniał opis zdarzeń, zmienny prawie sielankowy, niektóre pary miały po lat 20, inne już 40 i więcej, jeden wypadek dotyczył nawet dzieci w wieku trzynastu i czternastu lat – i ten przejął mnie najgłębiej. Z bijącym sercem, z oczyma rozszerzonymi, z których sen uleciał, z gorączką w ciele zamknąłem książkę, lecz jeszcze przez chwilę stałem i jak ogłuszony uderzeniem nie mogłem się ruszyć z miejsca.

Cierpienia, zaprawione nieosiągalnym pragnieniem, zaczęły się jednak dla mnie dopiero wtedy, gdy położyłem się spać i światło w izbie zgasło. Na dworze mglił się blady śnieżny pejzaż. Skoro matka lub siostra jęknęła przez sen, ten jęk zdawał się nieść i mącić pył światła, przemieniać go gwałtownie – gałązka śliwy, drgająca ledwo dostrzegalnie w oknie, przekształcała się od razu w rękę czarną, władczą, która chce mnie dojąć, chce mnie obezwładnić. I może to kot wyszedł na izbę, może łasica się przemknęła, bo nagle pisnęło i zachichotało powietrze miedzy stołem a nogami łóżek.

Bałem się, lęk mnie niósł, a przecież równocześnie myślałem o tym, by zejść z łóżka, porwać lampkę i modlitewnik, zamknąć się z nim w kuchni i ogarnąć jeszcze raz te zdania obezwładniające i bolesne, ale wypełnione równocześnie szczęściem. Bo ci pierwsi młodzi, gdzie oni poszli? Czy był to lasek brzozowy, czy sad – i czy to się działo o zmroku, czy jeszcze gdy słońce świeciło – i jak się nazywała ta młoda? Kto kogo pierwszy ogarnął, on czy ona? I kiedy umarli, przed rozkoszą, kiedy jej jeszcze nie zaznali, czy skoro sie rozstali?

Naciągnąłem pierzynę na głowę, bo sądziłem, że w ten sposób odpędzę szalone, niespokojne myśli, ale na nic się to nie zdało. Pragnienia były jeszcze natarczywsze, już biły jak iskry w oczy, wstałem więc i uczyniłem pierwszy krok ku lampie. Wtedy jednak w tym bladym nieruchomym krajobrazie ujrzałem, jak ciało młodej kochanki upadło nagie i sczerniało w świetle księżyca, obok leżał już od paru chwil mężczyzna i również był zwęglony, nieżywy. Złożyłem ręce na krzyż, jakby broniąc się , bo w dali to samo działo się z dziećmi, które zapamiętały się w pokusie, dotknął ich czerwony ostry płomień, zapewne była to błyskawica, osunęły się bezwolne na piasek – tam właśnie był już piasek , płynęła rzeka – i też umarły od razu.

„Nikt, nikt nie został przy życiu” – pomyślałem nagle ze zgrozą, która zatamował mi oddech, ujrzałem siebie, to ja jedynie nie zabity uciekałem, przed ciosami błyskawic, chroniły mnie wierzby, jabłonie, śliwy, akacje, dęby, wszystkie znane mi drzewa z naszego i z dalszych ogrodów.
- nie, nie – krzyknąłem rozdzierająco, padając na wznak na podłogę. Tam to zasnąłem na parę chwili i nic już nie czułem, nic nie widziałem. I tylko moje dziesięcioletnie ciało nawet przez sen drżało, nawet przez sen podrywało się, jakby pragnęło protestować.”
~~



Przed wojną poeta publikuje następujące tomiki wierszy

Poezje
Alfabet oczu – 1934
Legendy dnia i nocy – 1935
Ziemia odpływa na zachód – 1936
Obłoki wiosenne – 1938

oraz powieści
Powieść
Młodość Jasia Kunefała – 1937 – Nagroda Młodych Polskiej Akademii Literatury
Białowiejskie noce - 1939

Po zakończeniu II wojny światowej S. Piętak po opublikowaniu tomiku wierszy pt. „Dom rodzinny” w 1947 roku, zmienia się w zawodowego wyrobnika pióra i jego twórczość z lat 1948- 1956 jest regresem. Dopiero przełom 1956 daje nowy impuls poecie powstają wiersze, które wchodzą w skład trzech ostatnich tomików poetyckich:
Szczęście i cierpienie – 1958
Pośrodku żywiołów – 1960
Zaklinania - 1963

Publikuje także powieść „Plama” i zbiór opowiadań „Matnia” zawierający rewelacyjne opowiadanie pt. „Dwoje w ciemności”, opisujące tragiczny los Żydów na wsi w czasie okupacji. Ostatni wiersz poety pt. „Ogród” jest nawiązaniem do tego co poeta opisał w „Grzechu”. Stanisław Piętak zmarł 27 stycznia 1964 roku.

~~
Ogród

Ogród, w którym jest tak pięknie,
Że pary młodych leżą na wilgotnej ziemi
I patrzą w niebo śmiejąc się lub prosząc zmiłowania
O los inny. Ogród, w którym..
Szczęśliwy, komu dano herb szaleńca
I widzi wszystko w złotych barwach,
I obnosi się jak książę zamierzchłego cesarstwa –
Lecz mnie, którego myśl jest tak czarna,
Tak jasnowidząca
Że można porównać ją z wulkanem,
Który gdy wybucha, nie upiększa nieba –
On pali ciało ziemi.
Nic nie wyrasta biedna wyobraźnia
Która nie zna barwy, nie zna oddalenia
~~