Stanisław Gębała - Pejzaże poetyckie Piętaka

„Tworzenie dla układania pięknych, lotnych jak powietrze zdań, dla zdziwienia się z samej gry słów- jakże to mało i jakże nie dla mnie. Bo ja nigdy nie byłem poetą „formy”, lecz rewelatorem życia duchowego”

W tych słowach Stanisław Piętak zawarł określenie celu swej twórczości poetyckiej. Czy cel ten osiągnął? Nie. Nie stał się „rewelatorem życia duchowego”. Nie udało mu się także uniknąć niebezpiecznej pokusy „układania pięknych, lotnych jak powietrze zdań”, przeciwnie- często grzęznął w wielosłowiu, pławił się w metaforach, upajał obrazami kreślonymi przez jego własne pióro, zachłystywał równego rodzaju „poetycznościami”. Cytowana na wstępie deklaracja pozostała tylko gołosłowną deklaracją, jak zresztą tyle innych jej podobnych. Pozostała czczą deklaracją rażącą w dodatku swym maksymalizmem i nie sprawdzonym skalą talentu przekonaniem o nieograniczonych możliwościach twórczych jej autora.

Ale od stycznia 1964 roku ta deklaracja nabrała dodatkowego znaczenia; stała się dokumentem wielkiej tragedii człowieka i twórcy, który stawiał sobie zadania tytaniczne, zadania wielokrotnie przewyższające jego możliwości twórcze.

Wstrząsająca jest lektura „ Notatnika poetyckiego” Piętaka, tego przedziwnego komentarza do własnej twórczości. Czytelnik Notatnika odnosi przemożne wrażenie bezpośredniego obcowania z osobowością twórcy, który z depresji megalomanii wznosi się na wyżyny tragedii. Marzenie o stworzeniu wiekopomnego dzieła, które mogłoby stanąć w jednym rzędzie z „Boską Komedią” i „Faustem” powoli przeradza się w obsesję powracającą w coraz to krótszych odstępach czasu jak ataki gorączki.
To dzieło nie powstało. To dzieło nie mogło powstać w naszych czasach. Marzenie Piętaka było anachroniczne i z tego anachronizmu sam poeta sobie zdawał sprawę. Pozostawił za to inne dzieło- mozaikę, na którą złożyły się wszystkie jego drobne utwory poetyckie, mozaikę złożoną z kamieni szlachetnych, półszlachetnych i zwykłych kamyków, których tyle wala się w kurzu polnych dróg. To dzieło wywołuje w czytelniku całą gamę uczuć- od irytacji do fascynacji, niekiedy drażni sztucznością pozy, lecz częściej ujmuje szczerością przeżycia. Stanisław Piętak nie był wprawdzie w poezji „rewelatorem życia duchowego”, ale był za to świetnym pejzażystą. Posiadał rzadki dar: umiał dostrzegać piękno otaczającego świata, potrafił zobaczyć w pozornie martwych i nieruchomych kształtach wewnętrzny ruch, życie. Świat otaczający był w jego lirykach nie dekoracją, „oprawą plastyczną”, ale źródłem przeżyć, refleksji, nastrojów. Różnorodność pejzaży w wierszach jest tak wielka, iż bez obawy przesady można zaryzykować twierdzenie, że każdy dzień w roku i każda pora dnia została w którymś z jego utworów utrwalona w obrazie. (…)

Wejdźmy do tej szczególnej galerii malarskiej. Posłużą nam do tego cztery najbardziej chyba reprezentatywne dla twórczości poetyckiej Piętaka tomiki: Alfabet oczu, Obłoki wiosenne, Pośrodku żywiołów i Zaklinania. Pierwszy z nich jest zbiorkiem debiutanckim, następne znaczą najwyższe wzniesienia na drodze rozwoju twórczego poety, przy czym dwa ostatnie tę drogę zamykają. Wymienione tomiki są interesujące jeszcze z jednego względu: ilustrują bardzo charakterystyczną ewolucję stosunku podmiotu lirycznego do pejzażu.

W poezji Piętaki można i należy dostrzec wyraźną drogę ewolucyjną, jeżeli chce się uniknąć nieporozumień. Krytycy bowiem prześcigają się w poszukiwaniu najróżniejszych analogii z takimi czy innymi prądami i szkołami poetyckimi, których w XX- leciu międzywojennym była niezwykła obfitość. (…) Rzecz szczególna: niemal wszyscy dostrzegają wewnętrzne sprzeczności, rysy i pęknięcia tej poezji, co jednak wcale nie przeszkadza im w ferowanych sądach krytycznych traktować tę twórczość jako monolit. Wymownego przykładu dostarczył pewien krytyk, który sformułował taki sąd ogólny:

„ Jest to poezja uogólnień (…) gdzie konkret jest jedynie kotwicą wyobrażni. A zresztą konkret w poezji Piętaka jest i realny, i nierealny, z materii doznania i materii marzenia.”

Cytowane twierdzenie można odnieść z całą pewnością do dwóch ostatnich tomików Piętaka i z całą pewnością nie można go odnieść do wierszy wcześniejszych. Bo czymże jest ów konkret, który stanowi jedynie „kotwicę wyobrażni”? Poetyka zna dwa rodzaje takich „konkretów”: alegorie i symbole. Trudność jednak w tym, że we wcześniejszej poezji Piętaka konkret, przedmiot oznacza tylko siebie, a pejzaże nie są obrazami alegorycznymi czy symbolicznymi, lecz krajobrazami, które możemy zlokalizować geograficznie. Oto fragment wiersza „ Pola” z pierwszego tomiku poezji Piętaka:

Znów czerwony widnokrąg odpływa wiatrakami w popielaty zmierzch
Od wschodu ciągnąc cień, smutnego lasu czarną ciszę.
(…)
Wnet łowić na wodzie będzie oczy żabie wilgotnym księżycem
Wiatr cicho jak płacz zgubiony w szumiącej wiklinie.
W tym pejzażu wyraźnie dominuje kolorystyka. Zastosowaną tu technikę chyba najlepiej oddaje określenie „malowanie słowem”.
W obrazach Piętaka jest pewna dosłowność, czy może lepiej realność doświadczenia. Zwróćmy uwagę na końcowy dwuwiersz. Oczywiście zawarty w nim obraz nie zyska wizualnego kształtu, jeżeli nie wyobrazimy sobie księżyca w postaci ostrego sierpa. Ten sierp księżyca zanurza się w wodzie i łowi ostrym rogiem „oczy żabie”. W wierszu Dynów też niezaprzeczalną wartość stanowi umiejętne odmalowania pejzażu:

Już żółta rdza cegieł ciężka
Jak dzwony wśrubowanego w tęsknotę wieczoru
idzie,
u studni na prawo zmierzch oczy dziewczętom błękitem poufale poi
i krzyk brudnych Żydziąt przedłuża ulicę aż dotąd
gdzie blady rabin długie ręce podaje z złoto wfalowanym polom.

Fantasmagoria? Pejzaż imaginacyjny? Nie. To przecież pejzaż małomiasteczkowy, pejzaż gęsty od realiów. Z rozpędu chciałem napisać: „pejzaż dobrze nam znany”, ale to nieprawda, bo te pejzaże pamięta już tylko starsze pokolenie: małe, senne miasteczka, studnia na rynku, nędzne, żydowskie dzielnice. To są krajobrazy z innego świata, z świata, który przeminął. Piętak w długim szeregu pejzaży poetyckich uwiecznił jego egzotykę, jego swoiste piękno. „Ocalił od zapomnienia”, żeby posłużyć się słowami Gałczyńskiego.(…) Przyjrzyjmy się, teraz fragmentom wierszy Zmierzch nadchodzi i Lato:

O ziemio nizinna, o lesie, na gniadym koniu
wyjechał zza chmur księżyc, obłok u nóg zagasł dziewczynie
Tu las czarny, a tu ptaki białe, echa białe niosą się po błoniu.
O bądż pochwalony dniu, nim miniesz.
(Zmierzch nadchodzi)
Księżyc- złoty paw- rozpoczyna z niebem ciche pląsy.
Jak- jak dobrze oprzeć twarz o szum,
łudzić się, że od rosy obłok w uwrociu ginie.
(Lato)

Czytelnikowi nasuwa się w sposób nieodparty wrażenie, że pejzaż stanowi dla poety źródło przeżyć mistycznych. W wierszu Lato pojawia się znacząca metafora- ołtarz barw. Na uwagę zasługuje także epitet białe( ptaki białe, echa białe). Biel to symbol czystości, niewinności i świętości: biel szat liturgicznych, biel sukienek dziewcząt, które idą do pierwszej komunii, wreszcie biel hostii. (…)
Lekkość, zjawiskowość, płynność konturów. Krajobrazy uwznioślone, krajobrazy przeistoczone. Obrazy natury przeżytej mistycznie. Natura rozmodlona, przyroda, która niesie pociechę, ukojenie:

Cisza pól jest jak hymn porannej mgły-
ona i najcięższą gorycz spłucze
tchnieniem nie objętego ni w słowie uroku.

Przyroda śpiewa hymn na cześć… Na czyją cześć? Dokąd wznosi się hymn porannej mgły? W poezji Piętaka przyroda sama sobie śpiewa hymny. (…)
Natura jest nie tylko źródłem przeżyć mistycznych, ale wszelkich stanów uczuciowych i nastrojów. Porównajmy fragmenty wierszy Upadek i Czas powrotu:

Zwalany śliną śnieg w rudych bruzdach się kuli
jak strzaskany o rozpacz, rozwłóczony wiatrem mózg.
Idzie ciemność, lecz ni jękiem nie toczy po pustce
wieczoru dzwon.

Dzień bez słów. Cisza bezkresu buchnęła do ust
goryczą jak krwią.
(Upadek)


Pora jest unieść ręce, rozchylić usta- pora…
ukląkłem-
bo tak cicho pod cień rozkwitającego żyta
odpłynęło wzruszenie moich stóp.

W takiej chwili jak nie błogosławić istnienia,
dziwów melodii, spadających w wieczór słów.
Tylko ten czas jest jak opar wina.
(Czas powrotu)


W drugim fragmencie dominuje oczywiście mistyczne przeżycie pejzażu, ale istotniejszy dla nas jest w tej chwili zaskakujący kontrast uczuciowy obu powyższych fragmentów. Przyroda, krajobraz wyzwala w poecie całą gamę uczuć zamkniętą między dwoma biegunami, rozpaczą i upojeniem, ekstazą. Uczucia manifestowane są wprawdzie w sposób wylewny, rażąco deklaratywny, ale czytelnik nie ma prawa kwestionować ich autentyczności.(…)
Jest w utworach Piętaka jeszcze inny obraz przyrody, obraz grożnego i urzekającego żywiołu, barbarzyńskiego żywiołu.

Pod czarnym niebem przegalopowały gniade konie,
rżeniem otwierając drogę w inny świat-
(O poezji)

Odszedłem, odejść musiałem- znów miesiąc błądził wysoko.
Nad wądołami złotawa mgła ścianą dyszącą i stromą
stała, w niej sarny młodziutkiej przeraźliwe z żalu oko.
Nasłuchiwałem wiatru, było mi to jedyną w rozpaczy obroną.
Płynąc, ręce trzymałem na piersi, a niebo ogromne
gwiazdy zrzucało mi na oczy złotowonne.
(Rapsod barbarzyński)

Ten mroczny pejzaż mieści się bez reszty w poetyce romantycznej. Egzotyka, groza, wyniosłość, dzikość, ogrom, bezkres to typowe cechy ulubionego przez romantyków pejzażu. W cytowanym fragmencie Rapsodu barbarzyńskiego zwraca uwagę nadmiar epitetów: złotawa mgła, ściana dysząca i stroma, sarny młodziutkiej przeraźliwe oko, gwiazdy złotowonne. Ta niezwykła rozrzutność środków poetyckich- niezwykła zwłaszcza w epoce literackiej, w której największą popularnością cieszył się program awangardy krakowskiej najlapidarniej streszczony w nakazie: „najmniej słów”- musiała być rzeczywistą przyczyną szoku, jaki w tamtym dwudziestoleciu wywołała poezja Piętaka. Ta poezja realizowała inny, swój własny nakaz: najwięcej słów.(…)

Poezja romantyczna była dla Piętaka czymś więcej niż tylko źródłem inspiracji twórczej. Czerpał z niej motywy i wzorował na niej własną technikę obrazowania. Ale te stwierdzenia nie wyczerpują problemu związków tego malarza wiejskich pejzaży z poetyką romantyczną, bo twórczość Piętaka tkwiła w tej poetyce organicznie, tkwiła w niej wszystkimi swoimi istotnymi cechami: specyficznym pojmowaniem roli natchnienia poetyckiego, upodobaniem do określonego typu pejzażu, charakterystycznym zachwianiem proporcji pomiędzy podmiotem a światem otaczającym, które zmierzało w kierunku monumentalizacji podmiotu, nadawało mu rozmiary tytaniczne, wreszcie skrajnym egocentryzmem, który był tylko oczywistą konsekwencją wymienionych wcześniej cech.

Te pokrewieństwa z poezją romantyczną wydają się czymś naturalnym, nie wymagają erudycyjnych uzasadnień ani badań „wpływologicznych”. To sam temperament twórczy Piętaka wycisnął romantyczne piętno na jego poezji. Bo Piętak był romantykiem w swej żywiołowej, histerycznej – używam tego niepochlebnego epitetu za Lichańskim- uczuciowości. Trzeba się całkowicie i bez zastrzeżeń zgodzić z Lichańskim, który pisze, że Piętak pojmował poezję na wskroś romantycznie- jako nieodwołalnie przeznaczony los, jako nieuniknioną fatalność, a zarazem pojmował ją tak, jak pojmuję ją lud- jako funkcję realnego życia, jako utrwalenie w słowie konkretnych ludzkich doświadczeń.
Istnieje jednak chyba jeszcze jedno źródło inspiracji, z którego Piętak czerpał również obficie- Biblia. (…). Uzasadnione może się wydać pytanie o sensowność wyróżniania Biblii jako odrębnego żródła inspiracji, bo przecież poezja romantyczna czerpała z niej także nader obficie. Wydaje się jednak, że Piętak sięgnął do tego żródła wprost, bez pośrednictwa poezji romantycznej. Więcej, można zaryzykować stwierdzenie że owe promieniste, zjawiskowe postacie z wierszy i prozy poetyckiej Piętaka mają swoje pierwowzory na obrazach religijnych w wizerunkach świętych ze świetlistymi aureolami. Ikonografia wywarła niewątpliwy wpływ na technikę obrazowania poetyckiego Piętaka.

Przypuszczenie to ma także swoje uzasadnienie psychologiczne. Spora część twórczości poetyckiej Piętaka to szturmowanie kraju dzieciństwa ( wystarczy tu wspomnieć wiersz Z powrotem w dzieciństwo i zawartą w nim scenę walki z ptakiem, który broni poecie wstępu do kraju dzieciństwa). Obrazy zapamiętane z dzieciństwa stanowią główną część materii poetyckiej jego wierszy. Wśród tych wspomnień znalazło się na pewno wspomnienie pierwszego kontaktu z dziełem malarskim.

Jak mógł wyglądać ten pierwszy kontakt z plastyką dziecka wiejskiego na wsi rzeszowskiej, dziecka urodzone w roku 1909? Ileż to jeszcze dziś znajdziemy domów wiejskich, w których jedyną namiastką sztuki malarskiej są wiszące rzędem na ścianie „obrazy święte”?
Ta edukacja plastyczna ukształtowała w dużym stopniu wrażliwość malarską Piętaka. Jego pejzaże zalane światłem, postacie sięgające głową obłoków, kobiety w aureoli włosów prześwietlonych słońcem, a nawet wygwieżdżone niebo i tarcza księżyca (złoty paw), to wszystko wygląda jak wycięte ze „świętego obrazu”/.

Dwa ostatnie tomiki wierszy Piętaka zdradzają o wiele większą niż wcześniej kulturę plastyczną ich autora. Wskazują także na- częściowe przynajmniej- oderwanie się od tradycji romantycznej, przede wszystkim w zakresie techniki obrazowania i sposobu widzenia pejzażu. Oto charakterystyczny przykład z wiersza Miejsce pod niebem:

Lipy, wierzby, grusze i jabłonie
wirują w planetarnej przestrzeni
Lecz nie zatrzymają się, nie usiądą na ziemi mojej,
jak pszczoła na listku wiosennej akacji.
Psy szczekają na dalekich nieboskłonach
konie tratują chmury.

To pejzaż zatomizowany, rozbity, rozsypana mozaika. Świat otaczający nie ma żadnych konturów. Pozostały cząstki, ułomki obrazów. Z tych rozsypanych cząstek poeta tworzy nowe obrazy, nowe mozaiki, ale są to twory, którym brak wewnętrznego spoiwa. A więc poeta jednym ruchem ręki i niszczy je i tworzy na nowo, wciąż na nowo:

Dłoń chwytająca światło
zastyga w ruchu czułości
i w gałązkę łubinu twarz dziecka się zmienia.
Zrób krok w powietrze i tak trwaj
dla oczu moich i dla słów
dla bolesnego zdumienia.
(Portret)

Poeta jest kreatorem- tworzy, a nie odtwarza pejzaże.

Zbudzony widziałem,
jak burze i lasy cwałują na niebie,
jak róże, malwy i astry mienią się w ptaki…
(Dach)

Znów ten sam gorączkowy ruch, pęd. Świat wiruje w źrenicach rozszerzonych gorączką. Obrazy tracą wymiar realności, choć odnajdujemy w nich znane i swojskie elementy: róże, malwy, astry.
Obok tych niepokojących, ale przecież swojskich krajobrazów, znajdujemy pejzaże fantastyczne:

Słońce w tej chwili stało się czarne i nasyciło światłem,
Trzy wstające powoli witraże.
Na jednym dziewczyna podawała dłoń cieniowi swemu i krzyczała.
Na innym wierzby rzucały sobie z rąk do rąk czarną dziewczynę,
wreszcie zostawiły ją w przestworzach- szeleszczącą letnią błyskawicę,
na ostatnim kuglarz czy święty zawieszony umierał,
nie dosięgną wszy rąk ludzkich, ust kwiatów ni ziemi.
(Wieczorny poemat)

Ale korzenie tej fantastyki tkwią znów w ikonografii. Żródłem inspiracji twórczej były tu najprawdopodobniej jakieś okrutne sceny męczeństwa wyobrażone na prymitywnym malowidle.

Wydaję mi się, że ktoś z historyków sztuki powinien podjąć ten temat: Sadyzm i okrucieństwo w obrazach religijnych. Pamiętam polichromię pewnego wiejskiego drewnianego kościółka. Kilkanaście malowideł ukazywało męczeństwo św. Barbary aż do makabrycznej sceny obcięcia piersi. Św. Barbara miała niemądrą i zdziwioną twarz lalki. Jedną rękę trzymała tuż pod okropną raną, z której spływały strugi krwi. Brodaty oprawca zanurzał miecz do połowy w drugiej piersi, tak jakby kroił jabłko.
Jakie przyczyny spowodowały zmianę techniki konstrukcji pejzażu i – szerzej- obrazu poetyckiego? Chęć eksperymentowania? Ta przecież była zawsze obca Piętakowi. Przyczyna tkwi głębiej i dotyczy nowej sfery problematyki, ku której grawitować będzie odtąd refleksja poetycka. Krytycy trafnie określili tę sferę mianem problematyki egzystencjalnej. Sam poeta w wierszu Twórca stawia następujące pytanie, które dotyczy jego własnej metamorfozy:

Czemu, więc po co
odżegnał się od radości barw i złu
zamieszkał sam z nazwami wymyślonych rzeczy
zatrzaskującymi nad nim
przestrzeń i czas?

Nie umiemy odpowiedzieć na to pytanie. Zresztą na odpowiedź nie interesuje nas za bardzo. Natomiast interesuje nas stwierdzenie, iż poeta: „odżegnał się od radości barw i złud i zamieszkał sam z nazwami wymyślonych rzeczy”. Istotnie, w wierszach wchodzących w skład dwóch ostatnich tomików „barwy i złudy”, pejzaże nie odgrywają już dominującej roli. Często znajdujemy w nich zaledwie okruchy pejzaży. Twórca zamknął się w kręgu problemów egzystencji ludzkiej. Zatrzasnął nad sobą przestrzeń i czas. Ze świata obrazów Piętak przeniósł się w świat pojęć. Oba te światy są właśnie owymi żywiołami, pośrodku których stanął poeta. Odtąd konkret, przedmiot coraz częściej będzie się pojawiał w jego obrazach poetyckich w funkcji symbolu lub alegorii. Takie same funkcje będą spełniać postacie ludzkie. Przykładem może być piękna alegoria z wiersza Zaślubiny: młoda, naga kobieta wzrastająca w ziemię, w rośliny, w kwiaty. Ten alegoryczny obraz posiada oczywisty związek z takimi określeniami jak ziemia-matka, łono ziemi itp.
Ważnym dokumentem samoświadomości poety jest wiersz Pośrodku żywiołów. Artysta odkrywa, iż język, którym się posługuje, jest kaleki:

Lecz było tak, że nawet w ruchu najweselszym
widział poeta kształt niedopowiedzianego cierpienia.
Lecz było tak, że nawet w jej ruchu doskonałym
widział poeta to, że słowa dla piękności nigdy nie miał.

Język jego poezji jest kaleki, bo nigdy nie był w stanie ani wypowiedzieć do końca cierpienia ani w pełni wyrazić piękności. Artysta poniósł klęskę w walce z oporną materią języka. Pragnął wypowiedzieć siebie do końca i z tego pragnienia uczynił nie tylko cel własnej twórczości, ale i cel życia, tymczasem zdołał wypowiedzieć tylko jakiś ułamek siebie, połowę siebie. Trudno wyobrazić sobie bardziej ostateczną klęskę twórcy, poety, jak odkrycie własnej niemoty.
Ale ostatnie utwory Piętaka nie pozwalają domyślać się ponurej tragedii, którą przeżył jako człowiek i twórca- są hymnem na cześć życia. W wierszu Natura pojawia się jeszcze raz postać młodej kobiety- symbolu jurnej radości życia, wiecznego i niezaspokojonego pragnienia rozkoszy. Kobieta ma prawo do tego pragnienia:

Nie potępiam jej,
pamiętam ją jeszcze jak uciekał z dziećmi
pod niebem zgruchotanym pożarami, eksplozjami.
Jedno dziecko niosła na plecach.
drugie wiodła za rękę,
twarz jej bita prętami śnieżycy
przesuwała się wolno jak rzeżba w powietrzu,
i nie było dla niej nic prócz troski,
czy dzieci ocali?
Ale czas śmierci minął. Przyszedł czas życia:
Nie potępiam jej,
znowu się kryje w wysokim posłaniu zieleni,
ale jak szybko wyskakuje ku słońcu
ciałem potężnym i nagim.(…)
Wie, zbyt dobrze wie, że może dać szczęście
i zaznać, gdy zapragnie, nagłej rozkoszy,
od której mąci się wzrok i szyję przeszywa nóż zdumienia,
więc znowu kołuje i cieszy się sobą i woła,
chyląc się przegląda się w trawie, w kwiatach i w wodzie,
w otwartych oczach powietrza.

Poeta skończył hymn na cześć życia i zatrzasnął nad sobą przestrzeń i czas.

Stanisław Gębała - Pejzaże poetyckie Piętaka